Jesteś tutaj: |

15 marca 2010, Bo nie ma rzeczy niemożliwych

„Ciężką pracą i konsekwencją w działaniu można osiągnąć wszystko, czego się chce – mówi Patricia Popławska, właścicielka i prezes Clareny, jednej z większych firm kosmetycznych w Polsce, a prywatnie matka piątki dzieci i miłośniczka jazdy konnej.
Inwestycje.pl: Praca na pełnych obrotach musi być bardzo wyczerpująca, nie marzy Pani czasem o tym, aby nic nie robić?
Patricia Popławska: Czasami mi się zdarzy, ale już po jednym dniu tzw. nicnierobienia umieram z nudów.
I: To wobec tego, jak Pani wypoczywa?
PP: Oczywiście aktywnie, jeżdżąc konno i spędzając czas z dziećmi. A sporo się dzieje, bo mam ich piątkę: Ola jest najstarsza ma 16 lat, Tomek 6, Antek 4, a bliźniaczki Marysia i Karola 2. Przy czym bardzo dbam o jakość wspólnych chwil. Kiedy jestem z dziećmi, nie zajmuję się wtedy niczym innym – nie gotuję obiadu, nie oglądam telewizji, nie odbieram telefonów. I dzieci widzą, że mają mnie wtedy w całości.
I: To jaka jest Patricia Popławska – matka?
PP: Staram się być matką przyjacielem, bo przecież rozmowa, a nie zakazy, jest najważniejsza. Jednak wbrew modom na bezstresowe wychowanie, jestem zwolenniczką wyznaczania granic i utrzymywania, koniecznej w większej rodzinie, dyscypliny. Czas spania, zabawy i stałych czynności w domu jest jasno określony. Uważam, że porządek jest ważny, a stałe ramy dają dzieciom bezpieczeństwo. Ale nigdy nie zabraniam niczego dla samego zabraniania, o wszystkim rozmawiamy.
I: Jak przy tylu zajęciach w domu, udaje się Pani godzić rolę prezesa firmy?
PP: Najważniejsze jest właściwe ustalenie priorytetów, umiejętność dobrego planowania dnia i porządek, o którym już wspomniałam.
I: Jak zatem wygląda dzień z życia Pani prezes?
PP: Wstaję codziennie o 6, aby wyprawić dzieci do szkoły i przedszkola. Już o 8 jestem w stajni w podwrocławskich Wilczycach. Każdego dnia jeżdżę 2- 3 godziny. Moim ulubionym wierzchowcem jest pięcioletnia Bella Bonita, wrażliwa i energiczna klacz niezwykle trudna i chimeryczna w prowadzeniu. Ale ja właśnie lubię trudne wyzwania. A później jadę do firmy i zajmuję się pracą. CLARENA zatrudnia około 130 pracowników, dystrybuuje pięć marek, ma w ofercie kilkaset kosmetyków, prowadzi cztery centra sprzedażowo – szkoleniowe we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie i Szczecinie. A dodatkowo prowadzimy szkołę policealną z Mikropigmentacji i Podologii i oferujemy szeroki zakres szkoleń. Po tak intensywnym dniu wracam do domu i poświęcam się dzieciom.
I: Który z aspektów pracy zawodowej daje Pani największą radość?
PP: Najbardziej lubię tworzyć, konsekwentnie wcielać w życie plany. Dla przykładu na początku miałam sklep z kosmetykami, kiedy zaczął świetnie prosperować, poczułam niedosyt. Wtedy dla jednej z firm kosmetycznych zaczęłam budować sieć profesjonalnej sprzedaży dla coraz powszechniej pojawiających się salonów kosmetycznych. To był niezwykły moment – rynek się rozwijał, gabinety wprowadzały pierwsze zabiegi na ciało. Testowałam bezpośrednio obsługę klienta i wszystkie narzędzia sprzedażowe, jeździłam od gabinetu do gabinetu. Uruchomienie własnej firmy zaopatrującej salony kosmetyczne było już wtedy nieuniknionym krokiem. Te doświadczenia pomogły mi później w budowaniu własnej firmy.
I: Obecnie CLARENA obsługuje ponad 5 tysięcy gabinetów w Polsce, jakie plany ma firma na przyszłość?
PP: Planujemy umacniać swoją pozycję w Polsce, a dodatkowo już w 2009 roku rozpoczęliśmy podbój zagranicznych rynków zbytu. Obecnie eksportujemy nasze produkty do kilkunastu krajów w Europie i do Hong Kongu. Poza tym stawiamy mocno na rozwój i podniesienie innowacyjności, do czego aktywnie wykorzystujemy środki z funduszy unijnych.
I: Wróćmy jeszcze do jeździectwa, bardzo poważnie podchodzi Pani do tego podchodzi. Codzienne treningi to raczej domena zawodowców? Jak poważnie traktuje Pani ujeżdżanie, to tylko pasja, czy ma Pani jakieś tytuły na swoim koncie?
PP: Jeździectwo to dla mnie przede wszystkim pasja, ale udało mi się osiągnąć już pewien poziom zawodowstwa. Jestem wicemistrzynią Dolnego Śląska i Polski Południowej seniorów w ujeżdżeniu.
I: Co najbardziej fascynuje Panią w jeździectwie?
PP: Fascynująca jest trudność tego zadania, jego skomplikowanie zarówno w sferze fizycznej, jak i mentalnej, obejmującej kontakt z żywą istotą. Czasami nawet żartobliwie się zastanawiałam, co trudniej osiągnąć: zarobić pierwszy milion, czy nauczyć się jeździć konno na poziomie sportowym? I wiem, że najtrudniej zrobić jedno i drugie jednocześnie.
I: Skąd u Pani ta pasja?
PP: Jeździć konno zaczęłam w wieku czterech lat za sprawą ojca weterynarza. Jako ziemianin i pasjonat jeździectwa, pomimo niesprzyjającego w komunizmie klimatu, konsekwentnie dążył do odbudowy pozostawionego na Wschodzie majątku i rodzinnych tradycji. Początkowo ośmiohektarowe gospodarstwo pod Wrocławiem rozbudował do 1000 hektarów, miłość do koni i wsi skutecznie we mnie zaszczepił.  A teraz ja przekazuję tę pasję swoim dzieciom. Obecnie konno jeździ też Ola, która ma szesnaście lat. Zdobyła już tytuł mistrzyni juniorów Dolnego Śląska, a niedawno zajęła piąte miejsce w Halowym Pucharze Polski w Sopocie.
I: Czy w życiu tak pełnym wyzwań i zajęć, udaje się Pani zachować odpowiednie proporcje?
PP: Codziennie walczę o to by w moim życiu panowała harmonia, bo najważniejsze, aby rodzina, praca i pasja były w równowadze. To jedna z ważniejszych rzeczy, które chcę przekazać swoim dzieciom. Wiem, że dzięki pasji i sukcesowi zawodowemu pokazuję im, jak budować poczucie wartości i szczęście.
I: To tak na koniec, jak udało się Pani osiągnąć sukces?
PP: Nie będę oryginalna w tej wypowiedzi. Moja tajemnica sukcesu to ciężka praca, konsekwencja i nie poddawanie się niepowodzeniom. Wszystko jest możliwe, tylko zmienianie świata trzeba zawsze zacząć od siebie.
Inwestycje.pl, 15.03.2010