Jesteś tutaj: |

Atak witaminowy wzmocniony minerałami!

14.04.2011,Gazeta Wyborcza

Ostra zima wyrządziła w tym roku sporo zniszczeń. Również moja skóra po jeżdżeniu na rowerze w mrozie i wietrze zaczęła domagać się odświeżenia. Skorzystałam z oferty regenerującego zabiegu wiosennego firmy Clarena i spędziłam cudownie relaksujące dwie godziny, a moja skóra twarzy i dekoltu została wymasowana i nasycona.

Miałam do wyboru masaż Imagination „Bezkres marzeń”, w którym całe ciało okładane jest ziołowymi lub kokosowymi stemplami, lub „Owocową ucztę zmysłów”, w którym poza masażem miałam się dać zamknąć w kapsule i nasycić ekstraktami owocowymi. Mogłam też zaaplikować sobie zabieg kosmetyczny na twarz, który byłby dostosowany do moich indywidualnych potrzeb.

I właśnie na taką przyjemność zdecydowałam się na dobry początek tygodnia. W poniedziałkowy ranek znalazłam się w stylowym gabinecie wrocławskiej Clareny przy ul. Kleczkowskiej 45. Przy dźwiękach nastrojowej muzyki wykorzystującej nawet wiosenne ptasie trele oddałam się w ręce pani Joanny Różańskiej, licencjonowanej kosmetyczki, która zaproponowała mi zabieg z użyciem firmowych kosmetyków z linii Sensitive, bo moja skóra jest wrażliwa, wysuszona, i, co tu kryć, alergiczna. Mam pogłębiające się z wiekiem kłopoty naczynkowe, a że nie zamierzam zmienić aktywnego trybu życia, jeżdżenia na nartach, rowerze czy też żeglowania, to moja cera musi sprostać tym wysokim wymaganiom.

Zaczęłyśmy od demakijażu, choć nigdy się nie maluję. Po tym, jak i po każdym następnym etapie zabiegu, przeprowadzana była tonizacja, czyli obmywanie skóry tonikiem lekko kwaśnym, zbliżonym do naturalnego odczynu stężenia jonów wodorowych w skórze na poziomie pH 5,5.

Kolejną fazą oczyszczania skóry był peeling enzymatyczny – rozjaśniający i odświeżający. Następnie na twarz i dekolt nałożono mi krem z dodatkiem żeń-szenia i masła shea, czyli tłuszczu z orzechów masło sza, wielkiego afrykańskiego drzewa Vitellaria paradoxa.

Preparat nie tylko nawilżył mi skórę, ale zapewnił poślizg niezbędny do wykonania masażu – cudownie relaksującego, podczas którego przed oczami pojawiały mi się rozkoszne mroczki. Po 20 minutach lekkiego uciskania i odprężającego gładzenia kolistymi ruchami rąk mojej skóry pani Joanna zdecydowała, że nie będzie robić mi ani zabiegu przeciwzmarszczkowego, ani nawilżającego, ale po prostu od żywi moją skórę.

W tym celu zastosowała mezoterapię bezigłową – bezinwazyjny zabieg, krótkotrwały i odwracalny, po którym bez obaw będę mogła bezpiecznie wrócić do pracy. – Są osoby, które wpadają na mezoterapię podczas przerwy na lunch – przekonywała, próbując rozwiać moje obawy o późniejszy wygląd twarzy.

Wykorzystała specjalne urządzenie, które działa na zasadzie elektroporacji, czyli wnikania do wnętrza komórki bez uszkadzania jej błony. Nasmarowała mnie kolejną miksturą, którą nazywała koktajlem, zawierającą witaminy A, C i E.

No i poinformowała, że podłącza mnie do prądu. Użyła elektrod – jednej biernej, zamykającej obwód, podkładanej pod plecy, i drugiej głowicy emitującej fale elektromagnetyczne. Wysyłane przez nią impulsy powodowały wnikanie witamin głęboko w skórę, dając przy tym uczucie leciutkiego kłucia. Głowicą ślizgała się po pokrytej koktajlem skórze, a jej przemieszczanie się w okolicach oczu sprawiało, że widziałam migotanie światła, natomiast przysunięcie do warg dawało metaliczny posmak w ustach.

Na zakończenie zabiegu kosmetolog zaaplikowała mi maseczkę z alg oraz wyciągu z drzewa arganowego, która początkowo wyglądała jak szaroróżowy proszek, ale po rozpuszczeniu stała się pomarańczowożółtą masą. Pani Joanna chciała pokryć nią całą moją twarz, włącznie z oczami, ale nie wyraziłam na to zgody, bo zbyt często reagują one nienormalnie – reakcją alergiczną. By uniknąć uczulenia, odstąpiła od oczu, ale zmęczona odpowiadaniem na dziesiątki pytań zasmarowała mi mazią usta.

Maseczka nałożona na twarz zgęstniała i zmieniła się w gumową maskę, zmuszając do milczenia przez 20 minut. Ta chwila sprawiła, że wpadłam w błogostan i zasnęłam.

Powrót kosmetyczki wyrwał mnie z letargu, a zdjęcie jednym gestem maski zupełnie mnie otrzeźwiło. Potem krem i ruszyłam z odświeżonym licem do pracy. Bez zaczerwień i opuchlizny, od prężona i zrelaksowana.

Clarena, ul. Kleczkowska 45, Wrocław, zabieg mezoterapii wraz z masażem oraz dawką witamin i mikroelementów kosztuje ok. 300 zł.

Agata Saraczyńska