Jesteś tutaj: |

Biznes na polskich kosmetykach

25.03.2011, Mój Biznes

Zaczynała od szycia spodni. Dziś jest właścicielem firmy kosmetycznej obsługującej prawie 18 tys. gabinetów w całej Polsce i eksportuje swoje produkty do 17 krajów. - Pieniądze są wszędzie, trzeba je tylko zauważyć - przekonuje Patricia Popławska-Kostiuk, założycielka Clareny.

W latach 90. Popławska odeszła z rodzinnej spółki i za namową koleżanki marzącej o własnym sklepie kosmetycznym kupiła lokal w centrum Wrocławia. Na rynek wchodziły wtedy Avon i Oriflame. Polki szalały na punkcie tego, co zagraniczne: smarując się zachodnimi kremami, myjąc włosy szamponami o angielskich nazwach i roztaczając nad sobą mgiełki zagranicznych perfum.

- A my postanowiłyśmy sprzedawać polskie kosmetyki - wspomina Patricia Popławska-Kostiuk. - Bo na rynku trzeba się czymś wyróżniać. Jeśli oferujemy dokładnie to co wszyscy, wtapiamy się w masę.

Sklep zyskiwał coraz więcej klientek, ale Popławska myślała już o czymś innym. Jej uwagę zwrócił raczkujący wtedy rynek kosmetyków profesjonalnych, czyli tych wykorzystywanych przez salony kosmetyczne. Na początku 1998 r. zostawiła sklep i wsiadła do poloneza, którym zjeździła cały Dolny Śląsk. Codziennie wędrowała od jednego gabinetu kosmetycznego do drugiego, proponując produkty jednej z polskich firm. Stary polonez ledwie jeździł, a Popławska zarabiała tylko tyle, by zapłacić za bieżące rachunki. Ale nie poddała się.

- To była prawdziwa szkoła życia - opowiada. - Tysiące razy słyszałam, że w gabinecie nie potrzebują ode mnie żadnych kosmetyków i żebym nie przyjeżdżała ponownie. Uśmiechałam się i mówiłam: Dobrze, ale ja i tak wrócę za dwa tygodnie. Może akurat będzie pani czegoś potrzebowała.

Upór i poświęcenie zaczęły się opłacać dopiero po dwóch latach. Wtedy zatrudniła pierwszego pracownika. Z czasem kolejnych. Dziś Clarenę tworzy ponad sto trzydzieści osób, a firma obsługuje prawie 18 tys. salonów kosmetycznych i gabinetów piękności w kraju, czyli ponad 30 proc. rynku branży kosmetyki profesjonalnej w Polsce. Od sześciu lat sprzedaje także kosmetyki pod własną marką, oparte na jej recepturach.

Szuka nowości

Spółka konstruuje także i sprzedaje urządzenia do zabiegów kosmetycznych. Współpracuje z najlepszymi europejskimi laboratoriami kosmetycznymi.

Clarena jako pierwsza firma w Polsce wprowadziła do profesjonalnej kosmetologii kwas pirogronowy w kosmetykach do usuwania przebarwień skóry, a teraz pierwsza w Europie wykorzystuje witaminę U w kosmetykach pielęgnacyjnych. Takie nowości pozwalają jej każdego roku zwiększać przychody ze sprzedaży: w 2007 r. ponad 17 mln zł, rok później ponad 27 mln, w 2009 - 33 mln zł, w ubiegłym ponad 35 mln zł.

Coraz więcej zarabia też na eksporcie. W 2010 r. - 4 mln zł. Jej produkty są w 17 krajach, m.in. w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Belgii i Portugalii, a ostatnio także w Rosji, gdzie podpisała kontrakt wart 1,3 mln zł.

Popławska-Kostiuk deklaruje: - Chcę, by Clarena osiągnęła taką pozycję na rynku europejskim, jaką mamy w kraju. Dlatego czeka nas jeszcze wiele pracy.

Jednocześnie firma sporo inwestuje. Tylko w 2009 r. na nowoczesne technologie wydała prawie 3 mln zł. Z udziałem unijnej dotacji wybudowała m.in. nową linię produkcyjną specjalistycznych urządzeń do salonów kosmetycznych, które są alternatywą dla chirurgii plastycznej i pozwalają m.in. na spłycenie zmarszczek czy ekspresowy lifting.

Clarena otworzyła też pierwszą w Polsce szkołę policealną o kierunku mikropigmentacja. Organizuje też ogólnopolskie fora i imprezy branżowe .

Przeczy stereotypom

Za największy sukces bizneswoman uważa jednak swoje dzieci. A ma ich pięcioro. - Do wszystkiego dochodziłam małymi krokami, konsekwencją i uporem. Nie było mi łatwo. Teraz wyhamowałam. Musiałam przeorganizować całą firmę. W firmie spędza już tylko kilka godzin dziennie. Przeciętny dzień to pobudka o szóstej rano, śniadanie i wyprawienie dzieci do przedszkola i szkoły. Potem jazda konna albo tenis i kilka godzin w firmie. Popołudnia spędza w domu.

- Wszystko to kwestia dobrej organizacji - zaznacza.